Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj

Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli tam też faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i z Jeruzalem. A była w Nim moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać.
Wtem jacyś mężczyźni, niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc w żaden sposób go przenieść z powodu tłumu, weszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem na sam środek, przed Jezusa.
On, widząc ich wiarę, rzekł: «Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy». Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: «Kimże on jest, że wypowiada bluźnierstwa? Któż może odpuścić grzechy prócz samego Boga?»
Lecz Jezus przejrzał ich myśli i w odpowiedzi na nie rzekł do nich: «Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: „Odpuszczone są ci twoje grzechy”, czy powiedzieć: „Wstań i chodź”?
Otóż żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» — rzekł do sparaliżowanego: «Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu!» I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do swego domu, wielbiąc Boga.
Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: «Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj».
Łk 5, 17–26
Bernhard Rode — Jezus uzdrawia paralityka, 1780 r. (źródło: wikimedia)

Dawniej ludzie wierzyli, że w konsekwencji popełnionych grzechów człowiek może utracić zdrowie — niejako “za karę” albo jako bezpośredni efekt zła. Oczywiście nie chodziło tu tylko o naturalne konsekwencje typu — ktoś nadużywa alkoholu, więc ma chorą wątrobę, tylko bardziej — ktoś patrzy pożądliwie na kobiety to traci wzrok.

Dziś zapewne wielu z nas (w tym i mi) taki pogląd jest bardzo daleki. Z resztą w innym miejscu Ewangelii, gdy uczniowie z Jezusem spotykają osobę chorą to pytają — kto zgrzeszył i stał się powodem tej choroby, on czy jego rodzice. Jezus odpowiada wtedy, że ani on ani nikt inny. (J 9,1–41)

Mimo wszystko obraz grzechu, który wpływa na nasze życie — w tym na nasze ciało nie jest bez znaczenia. Choć nie jest to żadna kara, ani żaden automat, to może się zdarzać w życiu tak, że na tyle się pogubimy i nagrzeszymy, że właściwie czujemy się tak, jak byśmy nie mogli się ruszyć. Dokładnie tak jak ten dzisiejszy paralityk — nie mógł chodzić. W sensie duchowym możemy powiedzieć, że stracił dużą część wolności. Bo nawet jeśliby zechciał iść w jakieś miejsce i spotkać Boga, to sam nie może.

Choć sam fakt braku możliwości poruszania nogami z pewnością w większości przypadków nie jest konsekwencją grzechu, to jednak brak zdolności do samodzielnego wyjścia na spotkanie z Bogiem już zdecydowanie może być spowodowana przez grzech — przez zło. Zarówno takie, które sami uczyniliśmy jak i takie, którego doświadczyliśmy od innych. Bo w gruncie rzeczy w grzechu nie chodzi przecież o sam akt grzeszenia. Nasz grzech nie daje nic Szatanowi — nie dodaje mu jakiejś magicznej energii, nie sprawia mi “radości”. Grzech jest po to aby odciągnąć nas od Boga i utrudnić nam drogę do Niego.

Reasumując, zarówno my jak i ludzie wokół nas mogą zagubić się na tyle, że sami nie są w stanie zbyt wiele zrobić! To m.in. pokazuje dzisiejsza Ewangelia.

Ale nie tylko to!

W dzisiejszej historii widzimy, że w takiej beznadziejnej sytuacji — duchowym paraliżu możliwe jest działanie. Działanie ludzi i Boga. Po pierwsze dzisiejszego (niemego ze wstydu?) bohatera spotyka wielkie szczęście — jego bliscy użyczają mu swoich nóg, swojej wolności, swojej otwartości na Jezusa. To oni czynią wysiłek, narażając się na niebezpieczeństwo a także zdziwienie czy wręcz niezadowolenie tłumu… i rozbierają dach budynku, aby dostać się przed oblicze Pana.

To czytelny znak dla wszystkich tych z nas, którym przyziemne, codzienne problemy zdają się przeszkadzać w dojściu do głębokiej wiary. Jeśli chcę dojść do Pana, to nawet sufit rozbiorę — zrobię dziurę w dachu, gdy drzwi są zatkane! Tak często gorszę się jakimś złem w kościele i czuję się odepchnięty przez to co na jego wierzchu, na zewnątrz. Podczas gdy Jezus zaprasza do środka — nawet jeśli przez dach, piwnicę, okno lub komin trzeba by wchodzić.

Po drugie, w dzisiejszej historii widzimy działanie Boga. Jezus spotykając paralityka od razu widzi w pełni jego problem. To dlatego o nic nie pyta, za bardzo też go nie poucza — widzi zapewne smutek, skruchę, wstydu, zażenowanie. Nie karci, nie gani… Spogląda na człowieka cierpiącego od zła i zabiera je. Odpuszcza grzechy! Dopiero w tym momencie może się dokonać widowiskowe, widzialne uzdrowienie. Ale ono jest tylko dodatkiem…

To z kolei jest czytelny znak dla tych z nas, którzy czują się bezsilni i bez nadziei. To Bóg ma nas uzdrowić a nie my sami! To On ma pokonać nasze słabości i robi to! Nie znaczy to, że my możemy odpuścić sobie i grzeszyć do woli. Nie powinniśmy jednak zapominać, że nasze uwolnienie, wybawienie i nawrócenie musi być zakorzenione w Panu a nie w nas samych.

Dziś Jezus mówi do mnie: “Wstań i chodź”, a to znaczy m.in. bądź wolny oraz działaj! Być może są wokół mnie ludzi, którzy ze względu na zło, którego stali się uczestnikami w jakikolwiek sposób, nie potrafią / nie mogą dojść do Pana. Czy uda mi się wykorzystać wolność, którą dał mi Pan, aby ich przyprowadzić? Aby ich spuścić na linie wprost w objęcia kochającego Boga?

Oby ten Adwent to był dla nas wszystkich czas “Wstań i chodź” abyśmy mogli powiedzieć, że dzięki Panu widzieliśmy i doświadczyliśmy “przedziwnych rzeczy”. Tego nam wszystkim życzę. Amen!


Szukasz więcej takich tekstów? Podoba Ci się to co tu znajdujesz? Zapraszam na stronę https://kazdywschod.pl oraz na oficjalny profil na Facebook’u: https://www.fb.com/KazdyWschod. Na obu stronach można polubić, udostępnić innym, polecić konkretne teksty, lub cały projekt… Robiąc to pomagasz by te teksty dotarły do jeszcze większej grupy osób! Roznośmy dobro dalej… Z góry dziękuję za wsparcie.


Ostrzeżenie: Powyższy tekst zawiera prywatne refleksje autora. Mogę one zawierać błędy rzeczowe, logiczne, dogmatyczne, ortograficzne i wszelakie inne. Co prawda, dołożono wszelkich starań, aby ich nie było. Mimo to, należy do tego tekstu podchodzić z rezerwą (tak jak i z resztą do większości treści znalezionych w sieci). Jeśli zauważyłeś jakieś błędy, masz wątpliwości, inne poglądy lub doświadczenia — daj znać! Pozdrawiam.